poniedziałek, 16 lutego 2009
Wartość TK głowy w DRP

Po analizie wielu indywidualnych przypadków wykonania TK OUN w chorych, szczególnie w postaci ED (już pomijam to, że literatura też o tym wspomina) dochodzę do wniosku, że zdecydowania trzeba mieć ograniczone zaufanie do wyniku tego badania. W zasadzie służyć ono może jedynie pewnemu potwierdzeniu rozsiewu DRP do OUN. Wydaje się oczywiste, że TK głowy nie wyklucza meta, jednak szczególnie dotyczy to DRP, który ma skłonność do meta w postaci rozsiewu drobnoprosówkowego, przerzutuje też do opon mózgowych ->  taki rozsiew jest niewidoczny w obrazie TK.

Jest też wiele przypadków, gdy TK głowy u chorego na DRP jest "czyste", a zaledwie miesiąc później na ponownym TK wychodzą w OUN wyraźne guzy przerzutowe.

Podsumowując : zapewne o wiele czulszym badaniem w tym zakresie byłby MR, jednak ze względu na ogromną dynamikę tej choroby również należałoby go powtarzać dość często by mieć pełny monitoring, co mijałoby się z celem i byłoby bardzo kosztowne.

Badania obrazowe głowy w przypadku DRP, a raczej interpretacja ich wyniku (w stosunku do stanu faktycznego) jest więc niestety pewną ruletką.

Stąd wytłumaczalny jest fakt, żeTK OUN u chorych na DRP jest sens wykonywać tylko w przypadku kwalifikacji do leczenia radykalnego u chorych na postać ograniczoną lub u chorych z objawami ze strony OUN. U chorych bezobjawowych (w trakcie leczenia lub przed leczeniem postaci ED) mija się to z celem.

poniedziałek, 27 października 2008
Wspomnienie o mamie A. - cz. II
Wszystko zaczęło się wczesną wiosną 2005. Nie od kaszlu, nie od kłopotów z oddychaniem, nie od krwioplucia, ale od zupełnie innych objawów.
środa, 15 października 2008
Wspomnienie o mamie A. - cz. I
A. znam od 17 lat. Niesamowite.. a jednak. Poznaliśmy się jako nastolatki, buszujący w wolne popołudnia po osiedlu - spacer z psem, przesiadywanie na ławeczkach z ukradkiem palonym papierosem.. To jeszcze to pokolenie - w szkole język rosyjski, poza szkołą towarzystwo i fajki, bo tak wypadało.
Wyleczenia - to się dzieje

Dzieje się - naprawdę. Pomijając cały sceptycyzm wynikający z rokowania w raku płuca.

Ostatnio znajomy mój - B. - poskarżył mi się: teść mój właśnie miał zawał. Po chwili B. dodał: A nie jest super wesoło, bo gość nie ma płuca - 7 lat temu wycięto mu całe, miał raka płuca.

Od razu pomyślałam: 7 lat temu, pneumonektomia. Pomijając sprawę zawału (bo to "inna para kaloszy") - to kolejny dowód na to, że są wśród nas wyleczeni z raka płuca. Że zabieg chirurgiczny naprawdę może doprowadzić do wyleczenia. Są wśród nas - ludzie, którzy zachorowali kiedyś na niedrobnokomórkowego raka płuca i zostali wyleczeni, żyją i funkcjonują normalnie. I zmagają się ze schorzeniami "z innej beczki" jak inni, nieonkologiczni członkowie naszego społeczeństwa.

Fajnie jest czasem nie usłyszeć o kolejnych statystykach, a mieć przykład znajomego (lub jego teścia;) "z życia wzięty". To optymistyczne.

sobota, 27 września 2008
Makroskopowo
Znalazłam na pl.Wikipedia.com -> przekrój przez płuco. Kremowo-biały kolor dominujący w górnym płacie to rak. Czarne miejsca świadczą o tym, że chory był palaczem.
piątek, 26 września 2008
Dwie strony medalu
I takie moje jedno przemyślenie.. :

DRP, szczególnie postać rozsiana, przebiega szybko i intensywnie. Jednak obserwując chorych na DRP wysnuwam wniosek, iż ich cierpienia są takie jak przebieg choroby : stosunkowo krótkie. Porównuję tu rzecz jasna do NDRP.DRP przy objawach klinicznych zajęcia OUN (zdiagnozowanego w momencie gdy choroba zyskała już chemiooporność) zabija niezmiernie szybko - w 1,5 do 2 miesięcy. Czasem szybciej.Pacjenci żyją wtedy dość krótko "świadomie", krótkotrwałe bóle głowy poprzedzają "wyłączenie się" - przestają zadawać pytania i są już "w swoim świecie".. Czasem tygodniami śpią, częściej jednak cierpią niestety na bezsenność, co dotyka szczególnie rodzinę (która często czuje się bezsilna, bo nie wie o tym, że można podać skuteczne i nie szkodliwe leki nasenne, a zapisać je może po prostu jakikolwiek internista). Najczęściej jednak, o dziwo, (przy prawidłowym leczeniu objawowym, w tym regularnym podawaniu sterydów) nie daje się odczuć, że cierpią z powodu bólu.. Wręcz, przy przerzutach do OUN "znikają" często nagle bóle, które wcześniej wynikały z meta do układu kostnego..  Pacjenci umierają często dość szybko i w nieświadomości.Z bólem bywa jednak również inaczej - ale jeśli jest, to jego najwyższe natężenie trwa stosunkowo krótko.

Przy NDRP natomiast można spodziewać się długotrwałych cierpień. Chorzy często cierpią na silne bóle głowy, dojmujące bóle kostne, i duszności.. I trwa to i trwa.. Od momentu diagnozy (przerzuty do OUN) bywa, iż cierpienie pacjenta trwa wiele, wiele miesięcy. I to, niestety, dość długo w pełnej świadomości.
Jednak -jak zawsze- można na to spojrzeć z innej strony :  zastosowane tu jedynie leczenie paliatywne może utrzymać pacjenta przy życiu aż przez 2 lata (pytanie tylko o jakość życia; bywa jednak, że długo jest znośna i pozwala żyć stosunkowo czynnie).

Przy DRP (leczeniu paliatywnym => czyli wyłącznie chemicznym, ewentualnie paliatywnych naświetlaniach) nie jest to możliwe.
czwartek, 25 września 2008
DRP - zabójca doskonały

Drobnokomórkowy rak płuca ; w zasadzie nieuleczalny. Jak wyrok.
Choć w postaci LD znalazłam (i to nie tylko w literaturze) kilkuletnie przeżycia. Jedno? Może dwa..
Zauważyłam, że (może to moja subiektywna ocena) większe szanse daje jednoczesna chemioterapia z radioterapią. Jakoś za to nie słyszałam o braku wznowy (w przeciągu 2-2,5 roku) po leczeniu: najpierw chemioterapia, potem naświetlania. Nawet, gdy przerwy faktycznie nie było.
Obawiam się jednak, że ten skuteczniejszy wg mnie sposób prowadzenia terapii jest w Polsce dla nielicznych.. rzadko który ośrodek w naszym kraju jest tak przygotowany by prowadzić jednoczesną terapię skojarzoną (lub są tak zapchane terminy, że na naświetlania i tak trzeba czekać).
Niektórzy klinicyści są zdania, że wyniki leczenia skojarzonego w wersji A.jednoczesne leczenie chemiczne z naświetlaniami są takie same jak w wersji B.najpierw leczenie chemiczne, a bezpośrednio po radioterapia.   Mi się wydaje, że wersja "A" daje lepsze efekty.
Inna sprawa, że wersja "A" jest wyłącznie dla pacjenta w naprawdę dobrym stanie => toksyczność takiego leczenia jest ogromna.
Swoją drogą ciekawa jestem czy w Polsce leczy się w ogóle jakiekolwiek przypadki LD chirurgicznie.
Przecież bywają przypadki (tak zwany "fart") wykrycia DRP w stopniu mało zaawansowanym.. Jeśli jest "maleńki" i "ulokowany" tak, że wstępnie nadawałby się na leczenie chirurgiczne, to można przecież zastosować klasyfikację TNM i przy sprzyjających wiatrach to wyciąć..  Potem dalsza część leczenia skojarzonego, to oczywiste. Leczenie chemiczne w każdym razie na pewno.
Dlaczego w Polsce pacjenci słyszą często: "Tego rodzaju raka nie operuje się w ogóle"?  Moim zdaniem to zbyt daleko idące uproszczenie, lub -brzydko mówiąc- "pójście na łatwiznę".
Inna sprawa, że wykrycie DRP w np. I stopniu zaawansowania (wg klasyfikacji TNM) to prawie jak wygrana w totka... (chodzi o prawdopodobieństwo).
Postać LD również ma przecież różne oblicza. Mieszczą się w niej stopnie zaawansowania od I do III wg klasyfikacji TNM  - a to mimo wszystko jest jakaś różnica..
ED to osobna bajka...  Jak słyszę o przeżyciu przekraczającym 11-12 miesięcy od diagnozy ("DRP, postać ED") to podejrzewam błąd w diagnozie..  Zdarza się niestety.
RAK DROBNOKOMÓRKOWY